Uwielbiam gości. A jeszcze bardziej lubię, gdy są to goście niezwykli, wyczekiwani, moi i swojscy. Czekam na nich już tak od piątku, wypatruję, odliczam dni, noce, godziny, ilość posiłków, ilość pójść do przedszkola, ilość robionego prania. Mówię do Olinka: “za trzy nocki przyjedzie ciocia z Królikiem”, za 9 posiłków będzie na lotnisku, za 2 kawy, za 6 herbat, za 1 rozmowę przy telefonie. Pralka radośnie pierze pościel,firanki, zasłonki, obrusy, lodówka chłodzi ser na sernik, kafeterka czeka na wypełnienie czarnym napojem, żelazko w gotowości stoi na prasowalnicy.
Przez wielkie okno wypatruję, czy wiewiórki jeszcze zbierają żołędzie i liczę na nie, że przywitają moich gości. Drzewa proszę o niegubienie liści, wiatr o ciepły szelest, a panią z BBC, żeby podkręciła temperaturę na mapie pogody.
Czekam. Jeszcze tylko 2 śniadania i 3 obiady…

Love You
Jeszcze pół mojego stresu, pięć modlitw. Tylko czy my się zdążymy nagadać….
Tylko ich potem Poranna Roso wypuść z powrotem z tego swojego elfindale
Oj, może być z tym problem
Jak mnie nie wypuścisz, to dopiero będzie problem, bo wiesz…gość jest jak ryba, po trzech dniach śmierdzi