To już trzeci dzień Olisia w przedszkolu. Stres był co niemiara, bo przecież to angielskie przedszkole i wszystko jest inne. A najbardziej inny jest język, którego Oli nie zna, choć osłuchał się już zdecydowanie. O przedszkole modliłam się około miesiąca czasu, szukając bardzo intensywnie. Byłam w anglikańskim i katolickim, małym i dużym, nowoczesnym i bardziej tradycyjnym. Szukania trwały długo i kosztowały mnie kilka wylanych łez, bo w pewnym momencie stwierdziłam, że nic chyba mi się nie podoba. Oczywiście był to bardziej lęk przed tym co nieznane, niż prawdziwa niechęć do brytyjskich “nursery schools”. W końcu zdecydowałam się na ten, który był najbliżej i była to chyba najlepsza decyzja jaką podjęłam od czasu przyjazdu na Wyspy. Przedszkole jest cudowne. Panie są przemiłe i ciepłe, serce mają na dłoni i podchodzą do dzieci z tak ogromną czułością, że aż miło mi się tam przebywa. Podglądam przez okno jak kucają przy dzieciach, rozmawiają jak z człowiekiem a nie z lalką, przytulają, ganiają się z nimi i co najważniejsze dają poczucie bezpieczeństwa.
No, to przedszkole wybrane… Za rok, czeka mnie wybór szkoły… to dopiero będzie okupione łzami i wyproszone u Pana Boga.
