No, kawę piję, wprawdzie bez Prince Polo, ale pyszna, z mlekiem, gorąca i słodka. Odczuwam ostatnio przypływy uczuć, szczególnie do mojego małżonka, który pewnie podstępem dosypuje mi lubczyku do zupy. Nie wiem co takiego się stało, ale na jego widok zalewa mnie jakiś nawał pozytywnych uczuć, tak mocnych, że aż mu wczoraj dwa kotlety usmażyłam z dodatkową porcją ziemniaków i surówki, co wprawiło go w nastrój bardziej niż radosny. Ci co mnie znają dobrze, wiedzą , że zazwyczaj kotletów i ziemniaków żałuję, bo wciąż liczę na cudowne odchudzenie mojego towarzysza życia.
Wczorajszy dzień był słoneczny i bardzo radosny z nutką melancholii i łzami na policzku, ale tylko ze szczęścia i tylko z ulgi i wdzięczności. Od rana myślę o tym co się stało, a wstałam wcześnie, bo rodzina Hindusów od szóstej już śpiewała i radosnym Uaaa aaaa uuu bawiła dzieci. U Hindusa mieszkają 4 kobiety, jedno niemowlę i jedna dziewczynka w wieku 10 lat. Z tego co udało mi się wywnioskować Hindus nie mieszka w haremie. Najprawdopodobniej dzieli swój byt z żoną, teściową, szwagierką i kimś jeszcze, kogo jeszcze nie rozgryzłam. Legalnie jest pewnie tylko on i żona plus dzieci, reszta ukrywa się cały dzień w domu ze strachu przed deportacją. Wiesz Asiu, pewnie przez to nie chcieli nas wpuścić do domu pamiętnego wieczoru.. Dzisiaj sobie myślę, że bali się, że ich zaanonsuję u odpowiednich władz. Słyszę ich najczęściej rano i wieczorem, kiedy śpiewają, a śpiewać najwidoczniej bardzo lubią. Kiedyś był taki wiersz, nie pamiętam kogo, a może miałam taki wpis w pamiętniku z lat wczesnoszkolnych: “Kto słyszy śpiew, tam wchodzi, smutni ludzie nie śpiewają”. No, wedle tego, oni są bardzo szczęśliwi i weseli. A kto by chciał zgłaszać na policję radosnych, śpiewających Hindusów? Na pewno nie ja!

:*
“Idz tam, gdzie spiew, tam dobre serca maja, pamietaj, ze zli ludzie nigdy nie spiewaja”
Pozdrowionka z Chorwacji!!! I przepraszam za brak polskich znakow, alem w pracy…
Tak, tak!!!!!!!!!! To było to!!!!!!!!!!! To wiersz ? Pamiętam, że jakiś dziadek, chyba szatniarz, wpisał mi to kiedyś do pamiętnika….