La vie est une chanson..

Czas mija szybko i zaraz minie 5 m-cy odkąd tu jestem.  Przyzwyczajam się do Crowborough i jego małomiasteczkowego, wręcz wiejskiego charakteru. Każdy wyjazd do większego miasta kończy się westchnieniem ulgi, że wracam do tej mojej samotnii, bo tutaj wszystko jest już poznane i swojskie. Zaraz Oli zaczyna przedszkole, a ja zaczynam pracę. Cieszę się, bo angielski przestał być dla Olinka językiem z kosmosu, wprawdzie nadal nie mówi za wiele, ale jakby zaakceptował to, że ludzie się nim posługują.

Zaczynam też zupełnie inaczej patrzeć na chrześcijaństwo niż dotychczas. Irytuje mnie małostkowość i religijność jeszcze bardziej niż wcześniej, bo zupełnie przeinacza to łaskę jaką mamy od Boga. Patrzę na to co dzieje się w Łodzi i z uśmiechem w sercu myślę o tym mieście. Tam gdzie są tak cudowni ludzie musi w końcu coś drgnąć. Czekamy na przebudzenie zapominając , że jesteśmy w jego centrum… Żałuję, że mnie  tam nie ma, ale wiem, że Anglia jest tym miejscem, gdzie mam teraz być, za  które mam się modlić i choć moje serce jest zawsze blisko Polski, to uświadamiam sobie jeszcze mocniej, że moja ojczyzna jest w Niebie.

Mamy za oknem w kuchni brzozę – ci co u nas już byli, wiedzą jak wygląda :) Za każdym razem kiedy zmywam naczynia widzę ją w całej okazałości. Ugina się pod nawałem liści i niedługo jej korona dotknie ziemi. Gdy przyjechałam, to drzewo byłe łyse jak kolano mojego dziecka, później zazieleniło się do odcieni nigdy wcześniej przeze mnie nie widzianych.. Stało się schronieniem dla wielu ptaków, gatunków, których nie znam… Dzisiaj liście brzozy są jasnozielone, gałęzie ugięły się tak mocno, że mam wrażenie, iż byle podmuch wiatru zaraz ją złamie w kilku miejscach z przemieszczeniem… To drzewo jest dla mnie symbolem różnych sezonów, przemijającego czasu i pojawiającego się nowego. Ja wiem, że teraz jest czas na odpoczynek. W Polsce żyłam jak na dworcu, wciąż coś sie działo, jeden, drugi, trzeci…siódmy pociąg z ludźmi, którzy potrzebowali pomocy lub nie, ale zawsze było gwarno i ponieważ kocham ludzi, przez wiele tygodni do bólu tęskniłam za tym słodkim szumem ludzkich języków.Teraz jednak rozkoszuję się byciem z rodziną i cudowną Bożą obecnością, która jak zawsze towarzyszy mi w najbardziej prozaicznych momentach…i dziękuję wszystkim Przyjaciołom, którzy nie zapominają, są, dzwonią, kochają, zupełnie tak jakbym była tuż za płotem…

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Jedna odpowiedź na „La vie est une chanson..

  1. Matka Krolika

    Cieszę się, że jesteś i tutaj. Kiedy czytam, mam poczucie, że jesteś bliżej, a Bóg mi świadkiem jak bardzo potrzebuję teraz tej bliskości… ta małostkowość i religijność.
    Uściskaj Olinka przedszkolaka od nas.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s